Bardzo ważna rozmowa z doradcą sukcesyjnym


Napisz Testament: Kim jest doradca sukcesyjny i kiedy wiemy, że musimy skorzystać z jego usług?

Łukasz Martyniec: Doradca sukcesyjny to nowa profesja w Polsce. Jest to osoba, która pomaga planować sukcesję majątku rodzinnego albo biznesu, pomaga wypracowywać i podejmować bardzo ważne, życiowe decyzje, w oparciu o wartości istotne dla danej rodziny. Doradca sukcesyjny powinien łączyć kompetencje z kilku oddzielnych specjalizacji. Dobrze byłoby, aby był prawnikiem (i to wszechstronnym – w kwestiach powiązanych z sukcesją), znał się na podatkach, planowaniu finansów osobistych, ale przede wszystkim, potrafił słuchać i miał doświadczenie w budowie kompleksowych rozwiązań sukcesyjnych.

Doradztwo zmierza do wypracowania kompleksowego planu sukcesji majątku albo biznesu realizowanej za życia, wraz z tzw. planem awaryjnym - w ramach planowania spadkowego. Następnie plan sukcesji jest wdrażany i modyfikowany zgodnie ze zmieniającymi się okolicznościami.

Co ważne, doradca nie jest (nie powinien być) sprzedawcą. Powinien stać po stronie rodziny i opiekować się nią przez wiele lat, a nie opierać swojej usługi o sprzedaż produktów finansowych czy rozwiązań optymalizacji podatkowej.

Bardzo wyraźnie widać to w biznesie – coraz więcej kancelarii prawnych czy podatkowych, pod pretekstem doradztwa sukcesyjnego, sprzedaje przekształcenia w określony rodzaj spółki czy optymalizację podatkową. To też jest ważne, ale nie powinno przesłaniać, a tym bardziej zastępować, planowania sukcesji. Nieuczciwe jest komunikowanie, że ktoś zajmuje się doradztwem sukcesyjnym, kiedy tak naprawdę potrafi tylko przekształcić spółkę, zoptymalizować podatki czy sprzedać polisę na życie. I robi to z pominięciem podstawowych reguł doradztwa sukcesyjnego, wyrządzając krzywdę rodzinie.

Ja opiekuję się wieloma rodzinami od kilku, a nawet kilkunastu lat. Moja praca polega na towarzyszeniu w procesie decyzyjnym, podpowiadaniu i wdrażaniu kompleksowych rozwiązań, adekwatnych do danego etapu życia poszczególnych członków rodziny, a nawet na łagodzeniu konfliktów. Jeśli przy okazji przydaje się określone rozwiązanie prawne, podatkowe czy finansowe – jest ono realizowane. Ale nie może być celem samy w sobie. Wielokrotnie, kiedy szkoliłem radców prawnych czy doradców podatkowych, po szkoleniu słyszałem głosy, że oni nie chcą się specjalizować w sukcesji, tylko chcą wiedzieć, na co zwrócić uwagę przy standardowym doradztwie.

Kiedy warto poszukać pomocy doradcy sukcesyjnego? Kiedy dostrzegamy, że rodzina sama nie poradzi sobie z zarządzaniem procesem sukcesji albo z planowaniem spadkowym. Zastrzegam do razu, że sam prawnik, notariusz, doradca finansowy czy podatkowy, najczęściej nie wystarczą. Konieczne jest podejście interdyscyplinarne i doświadczenie.

NT: Czy Polacy są skorzy, aby rozmawiać o swoim majątku i zastanawiać się, co się z nim stanie, gdy ich zabraknie?

ŁM: Nie, choć tutaj także widzę zmiany na lepsze. Coraz częściej rozmawiamy na temat majątku, jego przeznaczenia, długów czy zabezpieczeń na wypadek choroby albo śmierci.

Tutaj przydaje się inna perspektywa: nie chodzi o to, co zostanie po mnie, kiedy mnie już nie będzie (choć o to także). Mam prawo powiedzieć – to nie moja sprawa, niech inni się martwią. O wiele ważniejsza jest ocena, jaka dzisiaj byłaby moja sytuacja, gdyby wczoraj zabrakło żony, męża, mamy, taty – kogoś, po kim dziedziczę. Czy ja potrzebuję zabezpieczenia? Istotą jest wzajemność. Ja w moim testamencie zabezpieczam i wpływam na sytuację majątkową moich bliskich, a oni na moją. Z szacunkiem, wysłuchaniem siebie, z wzajemnością. Z miłością. Tak jest najlepiej.

Planowania spadkowego nie robi się pojedynczo. Rzadko dotyczy jednej osoby. Najlepiej jest robić to w rodzinie, w gronie osób, których to bezpośrednio dotyczy. I to wtedy, kiedy wszyscy są zdrowi, nikt nie wybiera się na tamten świat i łatwiej jest rozważać różne scenariusze. Nie zdarza mi się praktycznie pisać jednego testamentu. Kiedy jest małżeństwo albo związek partnerski – piszę dwa. Kiedy jest małżeństwo z dorosłymi dziećmi, które same mają już rodzinę i majątek – piszę tyle testamentów, ile jest pełnoletnich osób. Bierzemy pod uwagę różne scenariusze. Przecież na skutek jednego zdarzenia może zabraknąć więcej, niż jednej osoby. Jeździmy razem samochodem, latamy na wakacje. Dobry plan awaryjny powinien obejmować takie zdarzenia i regulować je od strony prawnej, podatkowej i finansowej.

NT: Jak oceniasz znajomość prawa spadkowego w Polsce? Jakie błędy popełniają najczęściej Polacy?

ŁM: Znajomość zarówno prawa spadkowego, jak i podstawowych kwestii prawnych i finansowych, wrasta. Nadal jednak pozostawia bardzo wiele do życzenia. To nie jest tak, że nasze prawo jest złe – w wielu krajach zachodniej Europy jest znacznie bardziej skomplikowane lub mniej elastyczne. Winy lepiej poszukać w nas samych. Od kilkunastu lat szkolę przedsiębiorców, doradców finansowych i prawników. Widzę, jak bardzo wąska jest ich wiedza, czasem wręcz znikoma. Gdzieś dzwoni, ale nie wiadomo, w którym kościele.

Istnieją trzy najczęściej spotykane błędy, czy też założenia, przy planowaniu spadkowym. Po pierwsze, przekonanie, że dziedziczenie ustawowe jest słuszne, choć w 90% przypadków generuje problemy dotyczące zarządzania majątkiem, współwłasności, relacji rodzinnych i finansów osobistych. Po drugie, kwestia dziedziczenia przez małoletnie dzieci - mało kto zdaje sobie sprawę, że zabezpieczenie kilkuletniego dziecka nie polega na przekazaniu mu majątku, w szczególności gotówki czy firmy. Dlatego najczęściej kończy się to paraliżem… majątku. I rzadko jest wychowawcze dla dziecka. Po trzecie, nie wiemy, jak tak naprawdę wygląda odpowiedzialność za długi spadkowe. Wstydzimy się ich i nie chcemy o nich rozmawiać. Tym bardziej zatem trudno się zabezpieczyć, a problem wypływa dopiero po śmierci, kiedy do spadkobierców przychodzi list z wezwaniem do zapłaty. Tymczasem, w dobie BIKu i centralnych rejestrów rachunków, dochodzenie wierzytelności jest coraz bardziej skuteczne.

Tyle o błędach naprawdę podstawowych. Prawdziwy problem tkwi gdzie indziej – w braku interdyscyplinarnego spojrzenia i koncentrowaniu się na jednym, najbardziej rzucającym się w oczy albo doskwierającym elemencie układanki. Trudno o dobre kompleksowe rozwiązanie, jeśli nasze podejście jest takie, że np. chcemy tylko napisać testament. I to osobno żona, a osobno mąż – bez porozumienia się ze sobą. A przecież majątek jest wspólny. Scenariuszy wydarzeń, dostępnych rozwiązań prawnych i finansowych, a także punktów widzenia i osób zainteresowanych - znacznie więcej. Nie sposób zbudować spójny i realny plan sukcesji, czy nawet tylko plan awaryjny, patrząc wyłącznie na wycinek układanki. Szansa na złą decyzję jest bliska pewności. 

NT: Co trzeba zrobić, aby otworzyć Polaków na temat spadków? Aby nie bali się go i ochoczo pisali testamenty i wdrażali w swoich rodzinach planowanie spadkowe?

ŁM: Sądzę, że zdecydowanie za mało jest edukacji – niewiele się mówi i pisze na temat sukcesji i spadkobrania. Dlatego właśnie tak bardzo podoba mi się akcja „Napisz testament”!

Edukacja w tym temacie powinna rozpoczynać się już w szkole podstawowej. Skoro nie uczą nas podstaw prawa, czego się spodziewać? Tylko intuicyjnie i najczęściej w sposób niepełny wiemy, jak działa wspólność majątkowa małżeńska, co to jest majątek osobisty, jakie są rodzaje umów majątkowych małżeńskich, jak działa dziedziczenie ustawowe lub jak wygląda odpowiedzialność za długi spadkowe. To dlatego właśnie wydaje się nam, że dziedziczenie ustawowe jest OK.

Tak samo nikt nie uczy nas, jak rozmawiać z bankiem czy doradcą finansowym na etapie podpisywanie wieloletniej umowy kredytowej czy polisy na życie i czym różni się doradca od sprzedawcy. Co gorsza, wśród osób dorosłych, nie ma prawie zapotrzebowania na taką wiedzę. Mamy np. kilka ciekawych i naprawdę profesjonalnie prowadzonych blogów finansowych, jak na przykład: jakoszczedzacpieniadze.pl i marciniwuc.com, jednak ruch na nich jest o 10 razy mniejszy niż powinien być. Nie ma zatem co się dziwić, że raz na kilka lat pojawiają się afery takie jak AmberGold albo GetBack.

NT: Gdybyś miał ostrzec Polaków (dzięki czemu uniknęli by kłopotów) w sprawach związanych z dziedziczeniem/spadkami/testamentami, co byś im doradził?

ŁM: Rozmawiać, rozmawiać i jeszcze raz rozmawiać. Nie bać się podejmowania tych tematów – im wcześniej członkowie rodziny się do nich przyzwyczają – tym lepiej. Zdecydowana większość błędnych decyzji wynika z braku komunikacji. Z przekonania o słuszności dziedziczenia ustawowego albo z traktowania tych decyzji jak suwerennej woli testatora. Owszem, każdy z nas ma wolną wolę przy dysponowaniu własnym majątkiem, jednak skutki tych decyzji będą dotykać naszych dzieci i wnuków, a nie spadkodawcy. Dlatego warto poznać ich zdanie.

Tymczasem zamiast otwarcie porozmawiać i wspólnie wypracować najlepsze rozwiązanie, często ograniczamy się do półsłówek, liczymy na to, że ktoś się czegoś domyśla, albo rozmawiamy w podgrupach – z jedną córką porozmawiam, a druga i tak wie, co myślę. To ślepy zaułek.

Przydałaby się też odrobina asertywności. Setki razy słyszałem, że jak dzieci komunikują rodzicom: Jak zrobisz, tak będzie dobrze – przecież to Twoja decyzja. A potem swojemu małżonkowi, rodzeństwu albo doradcy: Przecież to jest bez sensu, przecież ja chcę inaczej, mam inny pomysł. Jeśli rodzice nie usłyszą zdania dziecka i nie poznają jego argumentacji – jak mają podjąć decyzję, którą w przyszłości dziecko będzie chciało zmienić, często w sądzie – w procesie o zachowek albo przy próbie unieważnienia testamentu.

Nie powinniśmy także ukrywać, czego się obawiamy – wiele rozwiązań budowanych „przeciw komuś” w rzeczywistości jest nie tylko nieskutecznych, ale też zupełnie niepotrzebnych. Bo obawiamy się „na wyrost”, albo istnieją zupełnie inne, mniej konfliktogenne rozwiązania, które byłby nie tylko prostsze i tańsze, ale też lepsze dla relacji rodzinnych i majątku.

Problem leży też w tym, że aby rozmawiać konstruktywnie – trzeba wiedzieć, o czym. Musimy patrzeć na sprawy wieloaspektowo, przy różnych możliwych scenariuszach wydarzeń i z wykorzystaniem narzędzi z kilku dziedzin jednocześnie. Notariusz przy tych rozważaniach często nie wystarcza – musi być doradca, który pomoże także porozmawiać i uporządkować proces decyzyjny. Skoro zaś nie ma rzetelnej wiedzy, a komunikacja kuleje – jest jak jest. Czyli – delikatnie mówiąc – nie najlepiej.