Pogmatwane relacje rodzinne


Czy wiecie, o co najczęściej pytają osoby, które do nas dzwonią lub uczestniczą w naszych wykładach? Otwierając przed nami drzwi do swoich serc, powierzają tajemnice związane z relacjami rodzinnymi. A te niestety są często pogmatwane, trudne, napięte i pełne niedopowiedzianych próśb, pretensji, oczekiwań i zawodów. Nie nam oceniać, kto jest za to odpowiedzialny i kto ponosi większą winę. Ludzie są różni, ich stosunek do małżonków, dzieci, rodziców i rodzeństwa w każdym domu wygląda inaczej.

Z rozmów z setkami Polaków wyłania się obraz rodziców zawiedzionych dorosłym życiem swoich dzieci, pozostających z nimi w chłodnych relacjach, bez szans na poprawę. Te osoby, planując sporządzenie testamentu, pytają nas nie tylko o to, jak wydziedziczyć, a również, jeśli się nie da, jak inaczej pozbawić prawa do zachowku. „Córka wyjeżdża za granicę, tam chce studiować i zakładać rodzinę. Tutaj jesteśmy my – coraz starsi, coraz bardziej schorowani. Skoro ona wiąże swoje życie poza Polską, to na wszelki wypadek przekażę wszystko, co mam, mojej żonie. Tylko jak to zrobić, żeby żona nie musiała płacić zachowku córce w przyszłości?” – pyta 86-letni mężczyzna. „Mój syn ponownie się ożenił. Jego żona ma na niego zły wpływ, nasze relacje bardzo się pogorszyły, nie chcę zostawiać mu mieszkania, bo sam ma wystarczająco duże. Czy mogę go wydziedziczyć?” – zastanawia się 74-letnia kobieta. „Mam córkę z pierwszego małżeństwa oraz syna z drugiego. Z córką nie mam kontaktu, zresztą nawet, gdybym miał, nie chcę jej niczego zostawiać. Co mogę zrobić?” – pyta kolejny, 81-letni mężczyzna.

Ciężko jest na podstawie trzech powyższych przykładów wyciągnąć jakieś wnioski i postawić tezę. Z dwóch pierwszych wynika jednak, że dzieci żyją własnym życiem, podejmują samodzielne decyzje, które nie koniecznie podobają się ich rodzicom. A ci, niepogodzeni z tym faktem, chcąc je „ukarać”, wydziedziczają. Mają jednak do tego prawo – to w końcu ich majątek, na który pracowali przez całe życie. Dlaczego zatem nie mieliby zarządzać nim wedle własnej woli? Z drugiej strony, dorosłe dzieci mają prawo postępować tak, jak im się podoba. To przecież ich życie oraz ich decyzje. A spadku wcale nie muszą dziedziczyć.

Niniejszy krótki tekst jest oczywiście dużym uproszczeniem – tak jak wcześniej wspomniano, każda rodzina jest inna i każdy przypadek wyjątkowy. Obraz wyłaniający się z naszych rozmów nie oznacza ponadto, że całe społeczeństwo boryka się z podobnymi dylematami. Naszym celem jest zachęcenie Państwa do przyjrzenia się relacjom we własnej rodzinie. Czy oceniamy je jako dobre, umiarkowane a może złe? Czy da się coś zmienić? Czy można pracować nad tym, aby było lepiej? I nie chodzi tutaj o poprawę relacji w związku z możliwością otrzymania, kiedyś, w przyszłości, spadku. Chodzi o ludzki aspekt dbania o drugiego człowieka, próby dotarcia do niego i w razie potrzeby, niesienia pomocy.